wtorek, 16 września 2014

Prolog

     Jeszcze dwadzieścia pięć lat temu Illea pogrążona była w mroku. Ulice spływały krwią niewinnych, a wojna powoli zatruwała kraj tak, jak gnije jabłko - od środka.
     Pytasz, jak to od środka? Odpowiem Ci jednym słowem:
     Południowcy.
     Gdy Maxon doszedł do władzy i poślubił Americę, rebelianci z południa zaczęli organizować zamachy na jego życie. W miastach wybuchały zamieszki, a ludzie, nawet Dwójki i Trójki, padali z głodu niczym muchy. Nikt nie był bezpieczny. Nikt nie mógł uciec.
     Królewskiej parze niedane było cieszyć się sobą. Maxon w ostateczności, po wielu militarnych klęskach, postanowił sam poprowadzić swoje wojsko do walki. America w tym czasie pozostawała pod stałą opieką. Wszyscy byli zaniepokojeni jej stanem, oraz stanem jej jeszcze nienarodzonego dziecka. Kobieta włóczyła się całymi dniami po pustym pałacu, spoglądając nieobecnym wzrokiem w okna i wyczekując swojego męża. Musiał wrócić. Za wiele już straciła, by mogła stracić i jego. W takich chwilach machinalnie kładła dłoń na swoim zaokrąglonym brzuchu i wzdychała.
     Po miesiącach bitew, kryzysów i przebłysków nadziei, wojska Maxona pokonały rebeliantów. Przywódca Południowców został pojmany i sprowadzony przed oblicze króla.
   
     - Twój ojciec wyciągnął broń... - mama teatralnie zawiesza głos. Wpatruję się w nią z przejęciem, chociaż w ciągu swojego pięcioletniego życia zdążyłam wysłuchać tej historii już tysiące razy. Wstrzymuję oddech, gdy mama pochyla się tak bardzo, że pukle jej rudych włosów łaskoczą moje policzki - ...i rzucił ją pod stopy Sebastiana, przywódcy Południowców!
     Zrywam się na nogi, a różowy materac trzeszczy cicho pod moimi stópkami. Następne słowa wypowiadamy z mamą zgodnym chórem:
     - "Już dość krwi na tej ziemi przelano! Odejdź, i nie wracaj. Zostajesz wygnany z Illei".
     Znam dalszą część tej opowieści, więc łączę ręce i wyciągam przed siebie, jakbym trzymała w nich niewidzialny miecz.
     - Wtedy przywódca rebeliantów wrzasnął z szaleństwem w głosie - recytuję dalej, tym razem uprzedzając mamę i staram się mówić tonem, jakim w moim dziecięcym wyobrażeniu mówiłby barbarzyńca. - "Nie potrzebuję twojej łaski!" - krzyczę i przy tych słowach wbijam niewidzialny miecz prosto we własne serce. Zamykam oczy, wystawiam język (bo przecież umierający zawsze tak robią!) i padam na łóżko.
     Mama ze śmiechem bierze mnie w ramiona i obsypuje moją drobną, piegowatą twarzyczkę pocałunkami, jak to zawsze robi. Ja też się śmieję, bo już wiem, co mama zaraz powie. To moja ulubiona część.
     - I wtedy w Illei nastał pokój. Dlatego teraz nasz kraj nazywamy Wolną Republiką Illei - kończy mama, tuląc mnie do siebie. Oplatam jej szyję ramionami i wtulam twarz w jej pierś. Oczy mi się kleją, ale nie chcę, żeby to zauważyła. W końcu jest jeszcze tyle do opowiedzenia! O tym, jak potem urodziła się Adelice. I o tym, że tata wprowadził liczne zmiany - w końcu Illea funkcjonowała tak, jak państwa za dawnych czasów, tych sprzed Trzeciej Wojny Światowej. I nareszcie o tym, że potomek rodziny królewskiej, w wieku piętnastu lat, sam może wybrać sobie sposób ożenku - czy to wiedziony sercem, czy względami politycznymi. To jego decyzja. Zawsze w tym momencie mama mówi, że kiedyś jeszcze się zakocham, i wybiorę sobie męża. Już nie mogę się doczekać.
     - No, moja mała księżniczko, czas do łóżka - stwierdza w końcu mama, odsuwając mnie od siebie na szerokość ramion. Odgarnia mi jedną ręką grzywkę z czoła i uśmiecha się z czułością, kiedy jęczę z rozczarowaniem. - Skarbie, jest już późno. Jutro też jest przecież dzień, prawda? - Kiwam niechętnie głową. - Obiecuję, że pójdziemy na spacer - dodaje, a kąciki ust mimowolnie unoszą mi się w górę.
     - Dobranoc, mamo - mówię, gdy okrywa mnie szczelnie kołdrą.
     - Dobranoc, Emily.

Dziesięć Lat Później

     Tupot twardych podeszew moich balerinek niesie się głucho po pałacowym korytarzu, gdy biegnę w stronę kuchni. Łączy się z moim przyśpieszonym oddechem i biciem serca. Potykam się co jakiś czas o własne nogi, chociaż wcale nie mam na sobie sukienki. Podobno kiedyś noszenie jej było obowiązkiem w pałacu, ale teraz większość dni mieszkańcy spędzają w spodniach. Nie dotyczy to oczywiście służby, która ma obowiązek noszenia oficjalnego uniformu non stop. Okropnie współczuję gwardzistą, gdy mijam ich na korytarzu z furkotem zwiewnej, zielonej bluzki.  
     Przebiegam po schodkach prowadzących do kuchni i wpadam do niej z nadmiernym hukiem. Od razu czuję na sobie ponad tuzin czujnych spojrzeń i lekko kulę się w sobie. 
     - Przepraszam - odchrząkuję. - Nie zawracajcie sobie mną głowy.
     Szybkim krokiem przechodzę przez pomieszczenie, wypatrując w nim Alison. Wzdycham, gdy jej nie zauważam, co ponownie przyciąga uwagę najbliżej stojącej kucharki. Uśmiecham się do niej uspokajająco, więc wraca do swojej pracy, mimo wszystko z dość podejrzliwym wyrazem twarzy. 
     - Emily! - słyszę za sobą, chociaż w międzyczasie trzaskają drzwi. Pewnie dopiero co przyszła, ale i tak niezmiernie cieszę się na jej widok. Przez ostatnie dwa tygodnie była u rodziny w północnej części kraju i bardzo się za nią stęskniłam. 
     - Cześć, moja najlepsiejsza przyjaciółko na świecie. -  Odwracam się do niej, uśmiechając się szeroko. Zawsze się tak tytułujemy po dłuższym rozstaniu. Na przywitanie stukamy się biodrami, po czym Ali chwyta mnie pewnie za rękę i wyciąga z kuchni z powrotem na schody.
    - Tak strasznie za tobą tęskniłam! - mówi, już na schodach, po czym następuje bardzo długi i czuły przytulas, którego nigdy byśmy nie powtórzyły w obecności kogoś innego. Nasza przyjaźń jest tajemnicą, chociaż wcale nie ma ku temu powodów. Rodzice nie mieliby nic przeciwko, ale w tak idealnym świecie miło jest mieć jakikolwiek drobny sekrecik. 
     Po wielu zapewnieniach, że ja również za nią bardzo, ale to bardzo tęskniłam, przypominam sobie powód naszego spotkania.
     - Mówiłaś, że chcesz mi coś pokazać? - pytam, na co ona robi się niewiarygodnie poważna. Kiwa w milczeniu głową i ponownie chwyta mnie za rękę.
     - Musisz mi obiecać, że nikomu nie powiesz.
     - Obiecuję.

     Nie spodziewałam się, że zabierze mnie do biblioteki, ale po przejściu wielu korytarzy i schodów znajdujemy się właśnie w tam. Alison, w przeciwieństwie do mnie, unika książek niczym diabeł święconej wody, więc raz po raz rzucam jej podejrzliwe spojrzenie. Ona, jak to ona, kwituje je jedynie krzywym uśmieszkiem, chociaż i tak wydaje się być wyjątkowo poważna, jak na siebie. Oh, co ja gadam; "powaga" i "Alison" w jednym zdaniu nie mają prawa bytu! Dlatego też martwię się jeszcze bardziej.
     - Ali, o co... 
     - CŚŚŚŚ! - Alison nie daje mi dokończyć, sycząc na mnie jak anakonda, która połknęła własny ogon. Otwieram szeroko oczy, ale posłusznie idę za nią, kiedy pokazuje palcem wskazującym na sieciowy komputer, stojący na stoliku. Nawet w pałacu jest luksusem, więc jest strzeżony hasłem, jednak ona najwyraźniej je zna, bo wystukuje kilka znaków. Podłącza do niego urządzenie, którego w życiu na oczy nie widziałam, i już mamy przed sobą masę jakiś dziwnych liczb, które nic mi nie mówią.
     - Ali, co tu się... - ponawiam próbę, ale tym razem syczy na mnie jeszcze głośniej, więc jedynie wzdycham i obserwuję niepewnie jej dalsze poczynania.
     Stukot klawiatury jest jedynym dźwiękiem wypełniającym pokój przez następne kilka minut. 
     W końcu, kiedy zaczynam zastanawiać się, czy nie powinnam trzepnąć Alison w tą jej blond czuprynę, ta klika coś, i odwraca się do mnie, dokładnie w momencie, gdy na ekranie pojawia się obraz.
     - A teraz patrz uważnie - mówi, więc to robię.
     Od razu rozpoznaję Salę Wielką. Mnóstwo dziewczyn, odstawionych jak na śluby i... Tata? Otwieram szeroko oczy. Po chwili otwieram je jeszcze szerzej, kiedy zauważam mamę, wśród tłumu tych dziewcząt. Jest kompletnie jak nie ona, chociaż tak samo śliczna. Dotykam końcówek moich rudych włosów, tak podobnych do mamy. O co w tym wszystkim chodzi?
     Po kilku minutach dalej nic nie rozumiem. I wtedy Alison zaczyna opowiadać mi o Eliminacjach. O tradycjach sprzed panowania mojego taty, które zostały tak sprawnie ukryte i pogrzebane w odmętach zapomnienia. Trzydzieści cztery dziewczęta, ubiegające się o względy księcia. Te wszystkie uroczystości, Elita i na koniec zaręczyny. 
    Nagranie się kończy, ale ja dalej wpatruję się w czarny ekran, jakby to miało udzielić mi odpowiedzi na pytania, kłębiące się w mojej głowie. Dlaczego o tym nie wiedziałam? Dlaczego zaprzestano tej praktyki? Czy mama i tata naprawdę się kochają, czy są ze sobą z poczucia obowiązku?
     - Skąd... - Zaschło mi w gardle, więc muszę odchrząknąć, zanim ponownie zwrócę się do Ali. Patrzę na nią z przestrachem, chociaż sama nie wiem, dlaczego się boję. Może dlatego, że skoro rodzice nie powiedzieli mi o tym, to również mają inne tajemnice? - Skąd się o tym dowiedziałaś?
     - Nie mogę ci powiedzieć - odpowiada nieco przyciszonym głosem. Najwyraźniej udzielił się jej mój niepokój, bo rzuca mi niepewne spojrzenie i chwyta mnie za rękę w geście otuchy. Odwzajemniam uścisk, ale zaraz cofam się trochę do tyłu i ją puszczam. Irytują mnie jej słowa. Jakby i tak już nie powiedziała za dużo.
     - Muszę pogadać z rodzicami - stwierdzam, na co ona kiwa głową.
     - Spotkamy się potem? 
     Również odpowiadam jej kiwnięciem i wychodzę. Właśnie pierwszy raz okłamuję Alison. Nie mam zamiaru rozmawiać z rodzicami.

     Leżę na plecach na łóżku i wpatruję się w sufit. Tysiące gwiazdek, namalowanych na nim farbą fluorescencyjną, świeci w półmroku. Po wejściu do środka zasłoniłam kotary, żeby móc na nie popatrzeć. Na mój własny, ukradziony kawałek nieba.
     Cały czas myślę o tym, co widziałam w bibliotece. Życie wtedy musiało wyglądać zupełnie inaczej. Na pewno było pełne przygód, bardzo buntownicze i ciekawe. Teraz kompletnie nic się nie dzieje. Oczywiście, nie mam na co narzekać, ale idealność tego świata mnie przerażała. Aż do czasu tego nagrania, będącego jedną wielką tajemnicą, której nigdy nie miałam poznać. Aż zapiera mi dech w piersiach na samą myśl o tym. 
     - Tajemnica - szepczę, a to słowo rozdziera ciszę, z drugiej strony kołysząc mnie w swoich ramionach. 
     Dopiero kiedy zgłębiam się w myśli coraz bardziej i bardziej, powoli przez skorupę fascynacji przebija się złość. Nie powiedzieli mi o tym. Nikt mi nie powiedział - mama, tata, ani siostry, chociaż nie jestem pewna, czy one wiedziały. Tak czy siak, to praktycznie kłamstwo. Mama powiedziałaby "naciąganie prawdy". Aż robię się czerwona na tę myśl. Podrywam się tak gwałtownie, że prawie spadam z łóżka i zaciskam usta. Wbijam palce w materac, kiedy w mojej głowie zaczyna się rodzić naprawdę niebezpieczna, ale i ekscytująca myśl. Spoglądam jeszcze szybko na suknię, stojącą w rogu, którą mam ubrać na uroczystość moich piętnastych urodzin za dwa dni. Z każdą sekundą plan staje się coraz pewniejszy, z każdą sekundą wiem coraz lepiej, jak mam dać im nauczkę.
     Jak mam zepsuć idealność naszego nudnego życia. 
     Te dwa dni doprowadzą mnie do szału.

13 komentarzy:

  1. Hej! Świetny prolog. ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
    Fajnie, ze ktos w koncu stworzyl fanfiction na podstawie selekcji. Mam nadzieje, ze dasz sobie rade i rozdzialy bedziesz dodawac jak najczesciej.
    A tak poza tym to milo widziec tak dlugi rozdzial.
    Z niecierpliwoscia czekam na NEXT.
    Weny życzę :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! :>
      Postaram się wstawiać je co tydzień, ale nic nie obiecuję (dużo pracy - testy w tym roku).

      Usuń
  2. Jestem fanka 'Rywalek' i wg całej serii! Bardzo podoba mi sie twój prolog! Z wielką chęcią będę tu wpadać jeśli będziesz dodawać rozdziały!
    Alex
    http://operacja-1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że Ci się podoba ;> Jak pisałam wyżej, postaram się regularnie dodawać rozdziały.

      Usuń
  3. Wow! Po prostu... wow.
    Masz talent do pisania i to niemały. Chce się czytać więcej i więcej. Cieszę się, że ktoś napisał ff o Rywalkach, to jedna z moich ulubionych serii :D I ten pomysł jest taki oryginalny. Na serio. Nie wiem czy ktoś (oczywiście oprócz autorki) mógłby wymyślić lepszą kontynuację. No i szablon nadaje blogu takiej... magii :D
    Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały :)

    Pozdrawiam,
    Alpaka
    http://alpakowerecenzje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, dziękuję bardzo ♥
      Takie komentarze jak ten, od razu dają mi wenowego kopa :D

      Usuń
  4. Niesamowite ! Zawsze chciałam przeczytać o tym co będzie po Rywalkach , ale nigdy nie wyobrażałam sobie czegoś tak ciekawego! Weny !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :> Może kiedyś zrecenzujesz mnie na swoim blogu ;D

      Usuń
  5. Już mi się podoba. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Czy tu będzie Maxon i America? Jeśli nie, wychodzę. ;D Jestem tu dla nich.

    OdpowiedzUsuń