Budzę się rano z mieszanymi uczuciami: ekscytacją i strachem przed własnymi zamiarami. To wreszcie ten dzień! Nie mogę uwierzyć, że mam już piętnaście lat, a tym bardziej, że mam zamiar t o zrobić. Wątpliwości dopadają mnie tylko na chwilę. Zaciskam dłonie w pięści, przypominając sobie, ile rodzice przede mną ukrywali. Moje pałacowe życie trwało, jakby przed dwudziestoma pięcioma latami nic się nie stało, podczas gdy w moim ulubionym pomieszczeniu w pałacu skrywano tajemnicę, zmieniającą pogląd na... Wszystko.
I ta myśl sprawia, że wszelkie wątpliwości znikają. Biorę głęboki wdech, by zawołać swoje pokojówki. Dokładnie w tym samym momencie wpadają jednak do mojego pokoju, szczebiocąc:
- Oh, już panienka wstała!
- Panienko, to wielki dzień! Niech panienka tak na mnie nie patrzy, trzeba panienkę przygotować!
- Tak, tak, niech tylko panienka spojrzy na suknię! Czyż nie jest przepiękna? Idealnie będzie do niej pasować koczek!
I dalej gadają, a ja ani się obejrzę i już stoję na nogach. Szarpią moje rude włosy szczotką, tworząc z nich miękkie pukle. Przecierają mi twarz chłodnym ręcznikiem, a ja jestem w stanie jedynie myśleć o tym, że stanowczo nadużywają słowa "panienka", oraz poddawać się ich ruchom. To tak codzienny rytuał, że prawie już tego nie zauważam. Jest dla mnie tak normalny jak dla innych miska płatków zbożowych na śniadanie.
Uwielbiam moje pokojówki - Leslie, Alexandrę i Elizabeth - szczególnie, kiedy traktują mnie jak porcelanową laleczkę. Tak, wiem, że brzmi to dziwnie, ale naprawdę napompowuje to moje ego. Czuję się wtedy taka mała, śliczna i delikatna. Szczególnie, kiedy patrzę w lustro i widzę kogoś zupełnie innego, niż Emily-w-spodniach. Uśmiecham się słodko różowymi ustami do własnego odbicia, taksując wzrokiem kok, dumnie widniejący na czubku mojej głowy niczym sztandar. Jak zawsze jestem pełna podziwu dla umiejętności dziewczyn - idealny wręcz kok owinęły misternym warkoczem. Dobrze, że mam tyle włosów (sięgają samej talii!), bo podobno są...
- Świetnym materiałem są włosy panienki, wie panienka? - pyta Elizabeth ciepło, tak jak zwykle, na co ja odpowiadam jej nieśmiałym uśmiechem.
To wszystko jest takie zwyczajne, takie codzienne. Jednak wiem, że po tej uroczystości moje życie zmieni się na zawsze.
Leslie i Alexandra pomagają mi założyć suknię, podczas gdy Elizabeth biegnie uroczym truchcikiem do garderoby po buty.
A suknia jest naprawdę wspaniała. Biała, ciężka tkanina o lekkim prześwicie spływa falami od ostrego wcięcia w talii, aż po czubki mych paznokci ozdobionych złotym lakierem. Dziesiątki drobnych kwiatuszków w tym samym kolorze tańczy na morzu zniewalającej bieli, przeplatanej raz po raz złotymi nitami. Góra sukni jest twarda, w kolorze świeżego śniegu. Zapiera mi dech w piersiach, kiedy Leslie ściska je (tak, zgadliście) również złotą wstęgą. Opada ona razem z trenem na ciemne drewno mojej sypialni.
Elizabeth wsuwa srebrne pantofelki o małym obcasiku na moje małe stópki, podczas gdy opieram się o pozostałą dwójkę, żeby przypadkiem nie wywinąć orła i nie pognieść sukni. Dziewczyny często żartują, że mam najmniejsze stopy w całym kraju, przez co szycie dla mnie butów jest jeszcze trudniejsze.
- Jest panienka naprawdę śliczna - wzdycha z podziwem Alexandra, a reszta potwierdza jej słowa entuzjastycznym kiwnięciem głową.
- To wszystko wasza zasługa - odnoszę się do dziewczyn i łączymy się w grupowym uścisku. Są moimi przyjaciółkami. - Muszę już chyba iść.
Spoglądam na zegar i biorę głęboki wdech, by ukoić nerwy.
- Niech panienka się nie denerwuje - uspokaja mnie Leslie, kładąc dłoń na moim ramieniu. - Kogokolwiek panienka wybierze, będzie wielkim szczęściarzem.
Nie wiem co powiedzieć, więc jedynie uśmiecham się nerwowo.
Jeśli wszystko pójdzie dobrze z planem, tych szczęściarzy będzie trzydziestu pięciu.
Siedzę na misternie zdobionym tronie, na podwyższeniu, ledwo oddychając z nerwów. Jestem wyprostowana, tak jak powinnam, a moje dłonie spoczywają na kolanach. Szczerze mówiąc, efektywna suknia trochę utrudnia pozostanie w tej pozycji, ale już nawet tego nie zauważam. Myślę cały czas o diademie, który mama nałożyła na moją głowę dziesięć minut temu. Obdarzyła mnie wtedy czułym spojrzeniem i pocałowała w czoło, tak jak wtedy, kiedy kładła mnie na dobranoc, gdy byłam mała. Wyrzuty sumienia wyżerają mnie od środka. Ale podjęłam już decyzję, nie ma odwrotu - no i nie ma innej alternatywy. To chyba jest najgorsze. Wszystkie drogi ucieczki mam zablokowane, bo jeszcze nigdy się nie zakochałam, w przeciwieństwie do moich starszych sióstr. Ale nie mam też zamiaru oddać się jako łącznik polityczny, jak Adelice.
Nie mam wyboru.
Rozglądam się nieprzytomnym wzrokiem po sali. Są tu wszyscy, których kocham i którzy kochają mnie - a przynajmniej wydawało mi się, że tak jest. Mama i tata siedzą na tronach naprzeciwko mnie, niczym widownia. Obydwoje wyglądają - jak zawsze - olśniewająco. Uśmiechają się i rozmawiają z ludźmi, siedzącymi po ich bokach. Jest tu babcia Magda, ciocia Kenna, ciocia May i wujek Gared - siedzą na krzesłach, po lewicy mamy. Po prawicy taty natomiast widać wujka Aspena i ciocię Lucy, trzymających się za ręce - wiecznie młoda miłość!; a zaraz obok nich ciocia Marlee posyła mi co jakiś czas spojrzenie pełne otuchy. Odwzajemniam je, przygryzając nerwowo dolną wargę, czego nie powinnam robić ze względu na błyszczyk. Chciałabym być taka, jak Marlee - mimo że za młodu stała się wdową, teraz jest niezwykle radosna.
- Lady Emily, za minutę zaczynamy nagrywanie - oznajmia Joseph, doradca królewski, po czym wraca do pokrzykiwania na kamerzystów i ustawiania wszystkiego.
Biorę głęboki wdech (na tyle, na ile jest to możliwe), wymalowując na ustach stosowny uśmiech - nie za szeroki, ale wiarygodny. Rzucam ostatnie spojrzenie w stronę rodziców: mama uśmiecha się szeroko, a tata unosi kciuki do góry w geście otuchy. Zaraz jednak przybierają odpowiednie pozy, bo James, prezenter, zaczyna mówić do kamery:
- Synowie i córki Wolnej Republiki Illei, wiem, że wszyscy czekaliście na ten niezwykły dzień! Dzisiaj czwarta, najmłodsza królewska potomkini wskaże wybranka swojego serca. - Prezenter puszcza oczko do kamery, która zaraz kieruje się na mnie. Czuję ciepło wpływające na moje policzki; na pewno jestem czerwona jak piwonia.
James opowiada to co wtedy, kiedy to moje siostry siedziały na tym miejscu - tradycji, pokazującej, że każdy ma wybór.
Decyzja księżniczki musi zostać wprowadzona w życie.
- A teraz oddaję głos księżniczce Emily!
Czuję suchość w ustach, gdy obiektyw kamery zostaje wycelowany we mnie jak pistolet.
Uśmiecham się najwiarygodniej jak potrafię i wstaję z największą gracją, na jaką mnie stać. Odruchowo wygładzam suknię i zmierzam w kierunku mównicy, stojącej przed tronem, świadoma, że cała Illea śledzi mój każdy krok. Najbardziej uciążliwe są jednak spojrzenia mojej rodziny. Stukot obcasów niesie się po sali.
- Wolna Republiko Illei - zaczynam recytować wyuczone słowa przez ściśnięte gardło. - Niezmiernie cieszę się, że mogę wraz z wami być w tym wspaniałym dniu.
Zaciskam palce nieco mocniej na ciemnym drewnie mównicy, a serce bije mi jak szalone. Teraz nie mogę się już wycofać. Zamykam mocno powieki, zaledwie na sekundę, a przed oczami przelatuje mi całe moje życie spędzone w pałacu. Kiedy je otwieram, wyrzucam z siebie na jednym oddechu:
- Niech o moim zamążpójściu zadecydują Eliminacje.
Cisza, zalegająca w powietrzu, jest nieznośna. Oblepia mnie swoimi czarnymi mackami, nie pozwalając na swobodny oddech. Wszystkie oczy utkwione są we mnie, niczym dziesiątki małych laserów. Pełne szoku spojrzenia atakują mnie z każdej strony - gwardziści, ekipa filmowa, moja rodzina. Wszyscy patrzą na mnie tak, jakby zobaczyli ducha. Sama pewnie jestem okropnie blada, bo czuję jak krew odpływa mi z twarzy.
Pierwszy z tego szoku budzi się ojciec. Jego twarz wykrzywia się w zdenerwowanym grymasie.
- Wyłączcie to! - krzyczy na zaszokowanego kamerzystę, wśród stukotu swoich zdecydowanych kroków.
Dopiero po jego słowach wszyscy dochodzą do siebie.
James wypuszcza mikrofon z dłoni i krzyczy coś do ekipy filmowej. Kamera przewraca się na bok, gdy gwardziści zaczynają biegać po sali, uspokajając kamerzystów. Cichy odgłos bucików pokojówek brzmi przy mojej mamie, która cała blada prawie zsunęła się z tronu. Ocierają jej twarz mokrymi ręcznikami, a jedna podaje jej coś do picia. Ciocia May trzyma ją za rękę, rzucając mi tak zaniepokojone spojrzenie, że strach ściska mi gardło. Wbijam palce tak mocno w mównice, że aż bolą. Obserwuję jak reszta rodziny krzyczy coś do siebie i chodzi nerwowo po sali, w poszukiwaniu nie wiadomo czego.
- Emily! - Ojciec chwyta mnie za ramię i ściąga ze sceny brutalnym gestem. Wydaje mi się, że po drodze gubię jednego buta, chociaż w tej chwili jestem tak otępiała, że ledwo to zauważam.
Ramię boli mnie od stalowego uścisku ojca, którego przekrzywiona korona zwisa z lewej strony. W tej chwili wydaje mi się to niezwykle zabawne, i pewnie w normalnych okolicznościach wybuchnęłabym śmiechem, ale teraz tylko wpatruję się w niego z przerażeniem. Praktycznie wlecze mnie za sobą przez niebywale cichy korytarz, aż do jednej z sal. Otwiera drzwi i z impetem wprowadza mnie do środka. Jego miodowe oczy, zupełnie takie jak moje, wyrażają teraz furię. Kulę się w sobie. Nigdy wcześniej nie widziałam go w takim stanie.
- Czy masz pojęcie, coś ty zrobiła?! - prawie krzyczy, chwytając się za głowę. Zaczyna nerwowo chodzić to w jedna, to w drugą stronę, a ja przylegam plecami do ściany. Kiedy nie odpowiadam, odwraca się do mnie i zaciska zęby. Widzę, że stara się uspokoić.
- Ja... - dukam, nie wiedząc co powiedzieć. Cała moja pewność siebie wyparowała z jakieś dziesięć minut temu.
- Maxon, uspokój się. - Mama wchodzi do sali, zamykając za sobą drzwi. Też jest zdenerwowana - cała zbladła, a jej ręce pokryte siecią delikatnych zmarszczek delikatnie się trzęsą. Podchodzi do taty i uspokajającym gestem kładzie mu dłoń na ramieniu. On bierze głęboki wdech i zamyka oczy.
- Americo, przecież wiesz, co to oznacza - mówi w końcu, po długiej, przerażającej chwili milczenia.
Mama kiwa powoli głową, patrząc na mnie z nieprzeniknionym wyrazem twarzy.
- Eliminacje muszą się odbyć.
* Wybaczcie, że ten rozdział jest takie krótki, ale mam naprawdę dużo nauki.
Weekend z chemią, yay!
Obiecuję, że w przyszłym rozdziale wam to wynagrodzę ;> Będzie się działo!
~Hanka*
Czekamy :* rozdział boski
OdpowiedzUsuńAlex
Dziękuję ;>
UsuńDziewczyno, no, po prostu Cie kocham ♥
OdpowiedzUsuńDokładnie tak jak to sobie wyobrażałam ♥♥♥
Emily wybiera eliminacje, Ami blednie, Maxon jest wciekly jak nigdy, i ten szok na twarzach wszystkich... Bezcenne ♥
Twój styl pisania jest niesamowity. Bardzo przypomina ten autorki....
Z niecierpliwością czekam ma Next....
Weny życzę :*
Huhu, dziękuję bardzo ♥♥♥
UsuńBardzo fajnie piszesz i oglnie blog super, jednak wydaje mi się, że robisz z Emily taką Mary Su, wiesz jest idealna, ma o sobie jak najlepsze mniemanie o sobie. Jest najlepsza, przez wszystkich zachwalana i wgl, ma takie malutkie stupki, takie śliczne włoski.
OdpowiedzUsuńTo dopiero początek, może się zmieni ale zwracam ci na to uwagę, bo możesz poprowadzić jej postać we wlaciwym kierunku, a nie robić Mary Su.
Właśnie jak na mój gust, Emily nie jest Mary Su. Jak sama powiedziałaś, ma zbyt wysokie mniemanie o sobie, a poza tym opisuję to z jej punktu widzenia. Mieszka w pałacu, gdzie wszyscy ją uwielbiają, więc trudno jest mi ją opisać inaczej. Mam jednak nadzieję, że gdy rozpoczną się Eliminacje, zmienisz pogląd na to ;>
UsuńBardzo mi się spodobał ten blog!
OdpowiedzUsuńCzekam na eliminacje.
Niech Maxon się trochę opanuje.
Czekam na więcej!
Pozdro ~Gacek
Żeby nie było, że hejtuje, ale mam takie małe pytanko: Gdybyś przeżyła coś takiego jak Ami i Maxon, to byś sie opanowała???
UsuńBo ja szczerze mowiac bym tego nie zrobila....
Wiecie, Maxon był na wojnie, dużo poświęcił, i dlatego tak gwałtownie zareagował na Eliminacje :> Nie ma powodu do sporów.
UsuńBardzo fajne... zbliżone do sposobu pisania Kiery Cass. Czekam na kolejne rozdziały, rozumiem to, że nie masz czasu ja też tak mam, kocham książki ale szkoła jest ważniejsza..
OdpowiedzUsuńCudeńko ! ^^ super pomysł ^^ juz czekam ma następny rozdział! :)
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam ten rozdział już dawno, ale dopiero teraz komentuję. Po prostu wow. jest wspaniały, nie wiem , co więcej mogę powiedzieć, ale wow XD
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Alpaka
http://alpakowerecenzje.blogspot.com/